Recenzja aplikacji 1#: Small World 2

Któż nie zna planszowej wersji Small World – zabawnej, kolorowej strategii o zwalczających się rasach z powodu Zbyt Małego Świata? Jako że sama dysponowałam tylko „Podziemną” edycją, tym chętniej zaopatrzyłam się w „Nadziemną” poprzedniczkę – dostępną jako aplikacja na platformie Steam. Niniejsza recenzja dotyczyć będzie bowiem gry, do której wyjątkowo nie potrzebujemy stołu, ale tabletu, telefonu czy innego urządzenia przenośnego –  ponieważ prawdziwi planszówkowi maniacy grają w ulubione tytuły w każdych warunkach (a czasem i o każdej porze). Potraktujcie ją zatem jako początek nowego cyklu, w którym będę starała się przyjrzeć popularnych grom przerobionym na wersję cyfrowe.

A chociaż w hobby planszówkowym najbardziej lubię element wspólnego spędzania czasu ze znajomymi, postanowiłam dać trybowi online szansę. Bo czemu w sumie nie? Jak się zresztą szybko dzięki temu okazało, o „Small Worldach” miałam nauczyć się jeszcze wiele.

Zawartość

Podstawowa aplikacja zapewnia nam dostęp do wszystkich kombinacji ras i cech znanych z oryginalnego pierwowzoru. W sumie mamy zatem 14 różnych mieszkańców oraz 20 odznak umiejętności specjalnych. Dodatkowo, w formie DLC (o zgrozo!), możemy urozmaicić podstawkę w mini-rozszerzenia: Cursed!, Grand Dames i Be not Afraid, czyli gobliny, kapłanki, barbarzyńców, wróżki i dużo, dużo więcej (w sumie: 10 nowych opcji). Wszystko zaś wskazuje, że niedługo dołączy do nich też: Royal Bonus (czyli jeszcze 3 rasy). Cenowo zresztą wypadają dość podobnie, jak rozszerzenia drukowane. Jeśli kogoś więc nie zraziło to wtedy, teraz również nie powinno – choć przyznaję, że osobiście mam już na widok DLC lekką alergię. A to i tak delikatnie powiedziawszy…

Poza właściwą grą, „Small World” zawiera jeszcze zakładki: Listy twórców (którą oczywiście każdy z nas dokładnie przeczyta), Encyklopedii (ze szczegółowym opisem zasad, żetonów i podpowiedzi), Sklepu (gdybyście byli zainteresowani innymi aplikacjami Days of Wonder), Tablicy najlepszych wyników (dla każdego z trybów np. solo/online) oraz Opcji (z możliwością stworzenia konta, wyborem głośności muzyki i dźwięków).

Setup

Z menu głównego możemy wybrać tutorial lub jeden z kilku trybów. Samouczek został przygotowany w zabawny sposób, a w arkana gry wprowadzi nas nie kto inny jak słynny… Gundulf Chyba-Zdecydowanie-Szary-Chociaż-Nic-Na-Ten-Temat-Nie-Mówi! W czasie trwającego nieco ponad 4 minuty filmu dowiemy się wszystkiego co niezbędne, aby chwile potem zasiąść swobodnie do gry. „Small World 2” oferuje opcje: Solo (my vs. do max. 4 komputerowych przeciwników – w tym straszliwy Kokosowy Rycerz), Pass’N Play (czyli wspólne granie na jednym komputerze z przekazywaniem sobie sprzętu na czas tury gracza) oraz Arena Online (my vs. do max. 4 „ludzkich” przeciwników). Ostatnie wybory dotyczą zapraszania znajomych lub grania z ludźmi z sieci lokalnej. Wachlarz możliwości jest zatem dość szeroki i każdy znajdzie coś dla siebie. No, może Pass’N Play to forma nieco archaiczna, mogąca graczom starszej daty przypominać ślęczenie nad dawnymi strategiami komputerowymi, ale pewnie ktoś znajdzie dla niej jeszcze jakieś zastosowanie…

Przygotowanie do gry, to w zasadzie kilka kliknięć. Po wybraniu trybu i ilości przeciwników (sterowanych przez komputer/ludzkich), aplikacja automatycznie dobiera rozmiar mapy i przechodzimy do pierwszej tury: zakupu rasy.
Co ciekawe, jeśli na jakimś etapie w trybie solo przerwaliśmy grę, możemy potem swobodnie do niej powrócić i kontynuować rundę w dowolnym momencie. Niby niewiele, a jednak opcja bardzo przypadła mi do gustu. Przydatna zwłaszcza, gdy gracie w środkach transportu miejskiego i musicie się nagle przesiadać.

Rozgrywka

Dla tych, którzy nie znają oryginalnej wersji przypomnę tylko, że celem gry Small Word jest zdobycie jak największej ilości monet zwycięstwa. Nie jest to takie łatwe, gdyż będą nam one także ubywać, np. w momencie zakupu nowej rasy czy na skutek udanego combo przeciwnika. Zdobywamy je zaś zajmując naszymi tokenami rasy jak najwięcej i jak najkorzystniejszych terenów mapy. Zwycięska taktyka polega więc na efektywnym wykorzystaniu cech (przydzielanych losowo) i podstawowych umiejętności mieszkańców Zbyt Małego Świata.
Runda zawsze przebiega w tym samym porządku:
1) Wybieramy rasę w połączeniu z umiejętnością specjalną (jedynie w pierwszej turze),
2) Rozstawiamy ją na mapie,
3) Punktujemy.

W następnych turach ograniczamy się już do tylko dwóch decyzji:
1) Rozstawiania rasy na mapie,
2) Zadeklarowania wymarcia.

Wyjąwszy nietypowe cechy niektórych ras (np. zombie), przeważnie nie kontrolujemy więcej niż jednych mieszkańców. Pozostali – nawet po wymarciu (czyli odwróceniu żetonów rewersem) – dalej zdobywają dla nas punkty, ale nie mogą zostać przemieszczeni i prędzej czy później zostaną zapewne całkowicie wytępieni z mapy. Nie ma się więc co zbytnio przywiązywać do ulubionej kombinacji, bo Zbyt Mały Świat jest miejscem bardzo bezwzględnym. Słowem, nawet wasze najbardziej wypieszczone wzgórzowe elfy kiedyś odejdą do Valinoru. (Czy gdziekolwiek Gundulf ustawił kurs statku, bo to dość podejrzany typ).
Przebieg rozgrywki w aplikacji niczym zatem nie różni się od wersji podstawowej i jeśli uczyliście się zasad przy planszówce, bez trudu odnajdziecie się także na tablecie. Dalej jest kolorowo, dalej dynamicznie i dalej trzeba wszystkim sąsiadom dokopać.

Podsumowanie

„Small Word 2” wiernie oddaje ducha oryginału. Powiedziałabym nawet, że aż nadto, gdyż powiela miejscami jego błędy. Plansza dalej, choć piękna, to strasznie pstrokata i niejeden raz dostaniemy oczopląsu. A chociaż aplikacja posiada tryb pełnego ekranu, zdecydowanie wygodniej testowało mi się ją w oknie. Miejscami otwierające się zakładki czy układ stołu jest przycięty, ale nie przeszkadza to zbytnio w rozgrywce. Nie miałam też problemu z wieszaniem się, długim ładowaniem czy czekaniem w nieskończoność w kolejce na jakichkolwiek przeciwników online.

Niebardzo za to podobał mi się tryb solo. Albo mam paranoję, albo komputer znacznie częściej atakował „żywego gracza” od innych adwersarzy obdarzonych sztuczną inteligencją, nawet gdy strategicznie mu się to nie niezbyt opłacało. (Początek buntu maszyn?). W każdym razie rozegrałam tak kilka partii, a potem już zdecydowanie trzymałam się trybu areny online. (Przez którą zresztą też płakałam, bo albo ja jestem tak marna, albo po drugiej stronie siedzi wyjątkowo utalentowany kilkulatek, który nie nauczył się jeszcze pojęcia litości).

Zmierzając do końcowego werdyktu: od strony wizualnej, muzycznej i mechanicznej, Days of Wonder zapewniło produkt w pełni satysfakcjonujący… choć ja i tak wolę te wspólne godziny spędzone ze znajomymi przy planszy.

Plusy:

+ Wysoka regrywalnosć (zawsze inne kombinacje ras i cech);
+ Dynamiczna, kolorowa, z masą negatywnej interakcji;
+ Płynne, bezproblemowe działanie.

Minusy:
– Paradoksalnie do plusów: dużo negatywnej interakcji (zdecydowanie nie dla osób unikających agresywnych gier);
– Bez względu na to jak lubimy naszych podopiecznych… i tak w końcu muszą wymrzeć;
– Piękna plansza, ale zbyt pstrokata i szybko męczy oczy.

Sharing

Facebooktwittergoogle_plusredditpinteresttumblr

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*