Recenzja aplikacji 2#: Talisman Digital Deluxe

Zawsze powtarzam, że nie lubię gier losowych. Czyli takich, dla których człowiek służy jako maszyna do symulowania rzutu kostką, nie podejmuje się żadnych decyzji i w zasadzie ma się wrażenie, że siedzi się przy stole niepotrzebnie, bo „planszówka gra się sama”. Co gorsza, w odróżnieniu od nas, świetnie się przy tym bawi, co można ocenić po tym jak szczęśliwie… leży sobie na środku blatu. A jak!

Niestety kiedyś dostęp do planszówek był znacznie bardziej ograniczony. Człowiek zadawalał się więc każda grą, która trafiła w jego łapy. Nawet najbardziej losową czy w ogóle z zepsutą mechaniką. Ważne, że dało się przy niej spędzić czas. Tak też było w przypadku „Talizmanu”, znanego w Polsce pod nazwą „Magia i Miecz”, którego jedyną zaletą było to… że w ogóle do nas trafił. Paskudne grafiki, brak jakiegokolwiek balansu umiejętności, tura ograniczająca się do kolejnego turlania – i tak w nieskończoność, gdyż niektóre partię ciągnęły się po kilka godzin. Nawet ja, człowiek uzależniony od planszówek, za „Talizmanem” nie przepadałam i zerkałam na ten antyk z podejrzliwym przymrużeniem oka, ilekroć ktoś posiadał go jeszcze w swojej kolekcji. No, jasne – myślałam sobie. – Klasyka. Ale dajcie już tej grze odejść!

Los jednak chciał, że trafiłam na wzmiankę o „Talizmanie”  w formie aplikacji na platformie Steam i może w przypływie sentymentu (albo obłędu), postanowiłam dla żartu kupić sobie grę. Nie chciałabym bowiem, żeby ta planszówka zajmowała mi cenne przestrzenie szafy, ale czemuby nie posiadać wersji cyfrowej? A potem zasiadłam do pierwszej partii…. I wsiąkłam na kilka godzin. Okazało się nieoczekiwane, że ten staroć ma jeszcze dawnego kopa.

Zawartość

Temat co najmniej drażliwy. Spytacie dlaczego? Bo jeśli mieliście z „Talismanem” kiedyś do czynienia zapewne wiecie, że ta gra posiada dziesiątki dodatków. Na potrzeby recenzji skupię się jednak na czystej podstawcę i postaram przybliżyć co wchodzi w skład oryginalnej zawartości. A wbrew pozorom nie jest tego mało i na długi czas do szczęścia w zupełności wystarczy. Aż 14 kart postaci (Zabójca, Druid, Krasnolud, Elf, Ghoul, Minstrel, Mnich, Kapłan, Kapłanka, Czarodziejka, Złodziej, Troll, Wojownik i Czarodziej) – każda z innymi umiejętnościami, statystykami, miejscem „startowym” i charakterem (złym, dobrym, bądź neutralnym). Do tego karty przygód w liczbie 106: z wydarzeniami, magicznymi przedmiotami, stworami do pokonania czy towarzyszami, gotowymi wspomóc nas w misjach. 24 karty zaklęć, dla tych, którzy lubią od czasu do czasu podsmażyć wrogów kulą ognia, a nie wszystko rozwiązywać przy pomocy stali. 29 kart przedmiotów, które możemy nabyć we wszelkiej maści sklepach (czyli np. zbroje, hełmy, butelki z wodą, miecze i reszta podstawowego wyposażenia awanturnika). Wreszcie 4 karty talizmanów, które dosłownie i w przenośni są kluczem do zwycięstwa całej gry.

Plansza stanowiąca idealne odzwierciedlenie tej znanej z oryginalnej wersji gry i została podzielona na trzy obszary: pierścień Zewnętrzny z 24 lokacjami (lasami, kopalniami, zamkiem, karczmą czy ruinami do zwiedzenia), oddzielonymi przez rzekę od 17 lokacji Wewnętrznych (czyli bardziej wymagających, jak Jaskinia Pustelnika czy Świątynia), na koniec zaś odciętego wyżynami Środka, który stanowi 8-lokacjową mapę prowadząca do Korony Władzy (finalnego miejsca starcia i głównego celu gry).

Setup

Gra nie posiada odrębnego samouczka, w dowolnym momencie możemy jednak przeczytać jej zasady… które nie są w zbyt widocznym miejscu. Najpierw bowiem z menu głównego należy wybrać „Nową grę”. Dopiero wtedy, u dołu, objawi nam się zakładka streszczająca o co w tym wszystkim chodzi, jeśli ktoś z „Talizmanem” nie miał jeszcze do czynienia. W trybie dla jednego gracza możemy wybrać ilość komputerowych przeciwników od 1 do 3, a także konkretne postacie, którymi AI będzie kierowało (albo zostawić opcję „losowych bohaterów”, jeśli lubimy niespodzianki). Menu główne pozwala nam także wznowić przerwaną wcześniej grę lub wybrać tryb Multiplayer do potyczek z innymi graczami.

Dzięki widocznym po lewej stronie ikonom możemy wygodnie wrócić do panelu opcji, a w dowolnym momencie użyć lupy, aby zmienić nasz widok na mapę. Przybliżyć go zupełnie, dzięki czemu obserwujemy plansze z poziomu figurki lub oddalić – wracając do pełnego podglądu na planszę.

Najszybszy setup ogranicza się zatem jedynie do wyboru trybu gry i ewentualnie postaci, jeśli nie chcemy zdać się na łaskę losu. Jeśli dysponujecie rozszerzeniami, możecie także zaznaczyć, które z nich będą użyte w konkretnej rozgrywce. Polecam jednak zainteresować się „zasadami domowymi”. Aplikacja pozwala na ustalenie dość zaawansowanych opcji w tym zakresie, np. używanie kart „Runestones”, które zdobywamy po każdym przejściu gry wraz z doświadczeniem, dzięki czemu możemy już na starcie wzmacniać nasze postaci i mamy powód, aby siadać do Talismana kilkakrotnie. Z innych ciekawostek: możemy dodatkowo zablokować używanie tego samego bohatera w rozgrywce, włączyć „śmierć permanentną” albo dookreślić warunki zwycięstwa, jeśli znudziły nas dotychczasowe zasady. W zakładce profilu konta możemy z kolei podejrzeć nasz ogólny poziom, zobaczyć jakie zdobyliśmy osiągnięcia, jakie zadania powinniśmy zrealizować do kolejnego awansu i jak prezentujemy się w rankingu na tle innych graczy.

Rozgrywka

Poruszanie po mapie odbywa się w sposób losowy. W wyniku rzutu k6 gracz może przemieścić się o wskazaną ilość pól w kierunku zgodnym lub przeciwnym od wskazówek zegara. Nie wolno nam jednak przekroczyć rzeki (bez magicznych przedmiotów albo chociaż tratwy/pokonania czającego się u mostu strażnika) ani udać się z miejsca po Koronę Władzy, jeśli nie zdobędzie wcześniej talizmanu. Powinniśmy także wstrzymać się z tą decyzją, jeśli nie dysponujemy wystarczająco silną postacią, aby podołać czekającym tam próbom.

Talisman to w zasadzie gra o zdobywaniu potęgi. Nie mamy wpływu na wiele rzeczy poza kierunkiem w każdej rundzie: lewo czy w prawo? Kość pokazuje gdzie się udamy, o ile pól, co się tam stanie i czy pokonamy potwora. Dodatkowo zwykle od jednego wyniku zależy nasze zwycięstwo, a czasem natychmiastowa śmierć postaci (nawet jeśli dysponujemy potężnym już herosem!). W skrócie jest więc dużo turlania, przemieszczania figurki i znowu turlnia by dowiedzieć się czy straciliśmy życie, czy może zdobyliśmy przedmiot albo pokonaliśmy bestie – za co można podnosić sobie wybraną statystykę postaci o 1 punkt. I to w zasadzie tyle. Nawet bez znajomości zasad już po kilku turach będziecie wiedzieć o co chodzi. Interakcja z innymi graczami lub postaciami AI ogranicza się do okazjonalnego atakowania ich lub okradania, gdy figurki bohaterów znajdą się na tym samym polu. Możemy też od czasu do czasu rzucić wrednym czarem. Nic ponadto. Brzmi banalnie prosto? Bo tak jest. A czy przy tym nudno? To już bardziej złożone pytanie…

Podsumowanie

Talisman to gra kultowa, która świetnie się sprawdza jeśli chcecie pograć bez udziału mózgu… i dodatkowo pogadać ze znajomymi. Oto brutalna prawda. Poza rzucaniem i śmianiem się z przewrotności losu nie oferuje nic więcej, ale to właśnie te nagłe, wredne zwroty akcji stanowią jej kwintesencje. Nie jeden raz zdarzyło mi się przy Talismanie wkurzyć, gdy losowość niszczyła mojego dopieszczonego herosa, ale też równie często po prostu świetnie się bawiłam. Jej poważnym minusem jest z kolei tragiczny balans postaci. Niektórzy bohaterowie są silniejsi od innych. Szybciej i łatwiej rosną w siłę przez co ich używanie może zniszczyć przyjemność z gry. Czasami warto więc wprowadzić zasady dodatkowe (na użytek domowy) jak omijanie niektórych bohaterów przy wyborze. Aplikacja nie jest także wolna od błędów. Staje się to szczególnie widoczne przy rzucaniu zaklęć, które mogą rozwalić nawet kilku godzinną rozgrywkę. Wreszcie, jeśli z jakiegoś powodu stracicie nagle połączenie z internetem lub po prostu wyrzuci was w wyniku buga z gry, AI przejmuje kontrole nad bohaterem… i nie można jej już odzyskać. Jest to szczególnie wkurzające gdy umówicie się na dłuższą partię ze znajomymi. Niestety przytrafia się dość często. Nie liczcie także na to, że uda się wam uniknąć kupowania dodatków. Na dłuższą metę podstawka może zanudzić, ale bądźmy szczerzy albo Talismana pokochacie pomimo jego brzydoty i błędów, albo będziecie omijać szerokim łukiem, a wtedy i tak nie wydacie grosza na rozszerzenia.

Talismana polecam ludziom, którzy szukają prostej, szybkiej rozgrywki do trybu multi lub single, ale nie spodziewają się cudów oraz nie mają alergii na grę będącą hybrydą Monopoly z gatunkiem fantasy. Ci, którzy zastanawiają się nad zakupem ze względów sentymentalnych powinni być zadowoleni. Planszówkową wersje oddano bowiem w aplikacji bardzo wiernie. Pozostali powinni się jednak zastanowić. Jest przecież dużo ładniejszych i zdecydowanie ambitniejszych gier… no, chyba że jesteście fanami turlania. W takim razie trafiliście na hit sezonu.

Plusy:

+ Wysoka regrywalnosć (zawsze inne kombinacje postaci, zaklęć i umiejętności);

+ Dynamiczna, wredna, bezlitosna – z przewagą negatywnej interakcji;

+ Kompletnie nieprzewidywalna rozgrywka!

+ Idealne odwzorowanie ducha oryginału.

Minusy:

– W aplikacji pojawiają się naprawdę wkurzające bugi – zwłaszcza dt. trybu online;

– Nie dla osób, które nie lubią bezmyślnego turlania;

– Nastawiona na kupowanie dodatków;

– Beznadziejny balans postaci.

Sharing

Facebooktwittergoogle_plusredditpinteresttumblr

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*