Recenzja aplikacji 2a#: Talisman – The Reaper Expansion Pack

Oczywiście, że kupiłam dodatki. Ktokolwiek w to wątpił? Nie po to człowiek krytykuje istnienie DLC, aby potem nie wydawać na nie kasy przy pierwszej, nadążającej się okazji. The Reaper Expansion Pack to pierwsze rozszerzenie do Talisman: Digital Edition, które oferuje jeszcze więcej kart, bohaterów i… turlania!

The Reaper to jeden z tych dodatków, który wprowadza niewiele nowego, ale za to uzupełnia podstawowe elementy mechaniki, więc w sumie pozwala sobie nieźle odświeżyć grę. Jeśli w pewnym momencie zauważyliście, że karty w waszej „ulubionej planszówce o kompletnie niczym, ale mamy zdobyć jakąś koronę” stają się zbyt powtarzalne, to znak, że warto zainteresować się DLC. Pytanie tylko: którym najpierw? Bo trochę już się na rynku pojawiło. Mam zatem nadzieję, że niniejsza recenzja rozwieje w tej kwestii nieco wątpliwości.

Bohaterowie

Na pierwszy ogień idą bohaterowie: Merchant, Knight, Dark Cultist (czyli moja znienawidzona postać na czele) i Sage, którzy nie powalają jakością obrazków na kartach, za to z pewnością mogą zaskoczyć umiejętnościami.

Pierwszy z paczki – Merchant (Kupiec) – to zdecydowanie mój faworyt, którego polecam jeśli lubicie kolekcjonować karty ekwipunku. Zaczyna z 5 złotymi monetami na starcie, dzięki czemu dość szybko może kupić podstawowe wyposażenie. Na dodatek potrafi unikać potworów, dzięki łapówce o wartości 1 szt. złota oraz wymuszać zamianę kart ekwipunku z innymi postaciami, które stoją na tym samym polu. Niejeden gracz będzie zawodził z bólu, gdy grając Kupcem zamienicie jego cenny artefakt na bukłak z wodą. Z charakteru jest „neutralny” i nie ma bonusów do walki, za to świetnie potrafi nadrobić braki w statystykach całą kolekcją magicznych śmieci. Polecam!

Następny – Knight (Rycerz) – zaczyna z dodatkowym ekwipunkiem: mieczem i tarczą na początku gry. Jest także specjalistą w modleniu się (stąd może modyfikować w takiej sytuacji rzuty o 2 punkty) i zawsze pozostaje „dobry” bez względu na wydarzenia wpływające na charakter postaci. Pewnym utrudnieniem w graniu Rycerzem jest niemożliwość atakowania innych „dobrych” postaci za wyjątkiem walki o finałową koronę. Sympatyczny, nieprzesadnie przepakowany. Można dodać do gry bez obaw o zniszczenie balansu.

Jedyna kobieta w towarzystwie – Dark Cultist (Kultystka) – reprezentuje siły „zła” z charakteru i przejaw złego smaku twórców w wymyślaniu umiejętności dla postaci. Zaczyna na Cmentarzu, nigdy nie może zmienić charakteru (podobnie jak Rycerz), a podczas walki wybiera, który z dwóch rodzajów ataku chce zastosować. Na dodatek, zawsze gdy pokona przeciwnika (potwora lub postać innego gracza) i zmusi go do utraty przynajmniej 1 punktu życia, rzuca kością w celu otrzymania specjalnej nagrody: przeważnie bonusów podnoszących statystyki lub dających złoto. Dość szybko staje się zatem ekstremalnie silna i szczerze mówiąc, nie polecam dołączać tej postaci do gry, aby nie psuć sobie zabawy.

Sage (Mędrzec) zawsze zaczyna grę z jednym zaklęciem. Kiedy nie dysponuje żadnymi czarami na początku swojej tury, może sobie za darmo dobrać zaklęcie. Dodatkowo – jako jedyny –pozwala swobodnie podglądać wierzchnie karty z talii zaklęć i przygód, a kiedy rzuca kością w celu określenia punktów ruchu, może zignorować pierwszy wynik i rzucić jeszcze raz (ten wynik zawsze rozpatruje). Z charakteru „neutralny”, zaczyna we Wiosce. Ani zbyt silny, ani słaby, ani ekstremalnie ciekawy. Słowem: może być, ale jakoś nigdy go nie wybieram.

Karty

The Reaper wprowadza 90 Kart Przygody (Adventure Cards), 26 Kart Zaklęć (Spell Cards) i 12 Kart Zadań Czarnoksiężnika (Warlock Quest Cards). Dwie pierwsze raczej nie wymagają szerszego omówienia, bo stanowią jedynie uzupełnienie talii podstawowych. Wśród ciekawych przykładów dodatków warto wspomnieć m.in. o karcie Wilkołaka, która sprawia, że jeden z towarzyszy okazuje się potworem i atakuje naszego bohatera, Złodzieju Koni – który zmusza nas do odrzucenia kart wszystkich naszych wierzchowców i mułów (tak, tak, często razem z ekwipunkiem!) czy ciekawym przeciwniku Kamiennym Golemie, na którego działają tylko magiczne przedmioty, więc nasz początkowy mieczyk możemy oddać na skup złomu. Wśród zaklęć podobał mi się Płaszcz Cieni, który umożliwia zignorowanie napotkanych potworów bez wdawania się w walkę oraz Dominacja, zmieniająca potwora w towarzysza, który następnie poprawia nasze statystyki.

Karty Zadań Czarnoksiężnika to z kolei nic innego jak dodatkowe warunki, które musimy spełnić, aby otrzymać nagrody po wypełnieniu misji. Czasami bywają naprawdę irytujące, zwłaszcza gdy aktywne misje nie pozwalają nam ukończyć gry i ruszyć po koronę władzy. Męczymy się wtedy z wypełnieniem celu i marnujemy masę czasu na bieganie po mapie. Inne wydają się aż nazbyt banalne i wypełniamy je „mimochodem”, np. jak poświęcenie określonej ilości punktów ze statystyk, dwóch sztuk złota czy dotarcie do konkretnego miejsca.

Żniwiarz

Wreszcie, ostatni element dodatku, czyli tytułowy Żniwiarz wpływa nieznacznie na mechanikę i wprowadzona nową, neutralną figurkę do gry. Na koniec swojej tury, jeśli gracz wyrzucił jedynkę, może przemieścić postać Żniwiarza o wylosowaną ilość pól. Jeśli nieszczęśliwym trafem znajduje się tam postać gracza, musi w takiej sytuacji rzucić kością i rozpatrzyć jeden z przykrych efektów. Najgorsza sytuacja to, oczywiście, natychmiastowa śmierć naszej wypieszczonej, przepakowanej postaci. Osobiście jednak bardzo lubię ten dodatek, gdyż wprowadza fajny czynnik ryzyka, który podnosi zaspanemu towarzystwu adrenalinę, gdy Żniwiarz zaczyna podążać za ich bohaterem.

(No i czasami sprawia, że musimy budować postać od początku, gdy jesteśmy już w samym środku lub nawet końcówce gry… Och, ile było przy tym łez i ile przekleństw…).

Podsumowanie

The Reaper to sympatyczny dodatek, godny polecenia dla zagorzałych fanów gry podstawowej. Jeśli bowiem dalej macie alergię na ten staroć i nie znosicie turlania, to DLC bynajmniej nie sprawi, że zaczniecie patrzeć na the Talisman choć trochę przychylniej. Cena 5 euro za przedstawioną ilość elementów nie wydaje się przy tym specjalnie zawyżona i nie odczułam jakoś syndromu „przepłacenia”, który często towarzyszy zakupom rozszerzeń do podstawowej gry. Minusem są, niestety, powracające bugi. Zwłaszcza w trakcie rzucania zaklęć. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że zostaną naprawione wraz z pojawieniem się kolejnych DLC… których, naturalnie, z pewnością nie kupię, bo przecież ja nienawidzę DLC.

Sharing

Facebooktwittergoogle_plusredditpinteresttumblr

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*