Recenzja 7b#: Mice and Mystics – Heart of Glorm

Pamiętacie jak psioczyłam na „Mice and Mystic”? Nie, a chcecie wiedzieć dlaczego? Bowiem tego feralnego dnia, gdy rozpaczliwie „musiałam” przywieść coś z Essen 2013 nabyłam także dodatek. Bo przecież to oczywiste, że gra będzie mi się podobać! Weźmy cały zestaw! Oh, oh, jakie urocze myszki, to nie może być złe! Ooo…. i dają do tego jeszcze bonusowe karty! Bierzemy! Nie, nie, musimy to kupić! Co z tego, że to dla dzieci? Będzie świetne do grania! Przecież mam WYOBRAŹNIE! A jakieś dzieci może też się znajdą… No przecież gołym okiem widać, że nie ma argumentów „przeciw”!

(Powinnam dziękować wtedy jakimś dobrym planszówkowym duchom-opiekuńczym, że nie pokusiłam się na tytuł z większą ilością rozszerzeń… Dopiero wtedy mogłabym sobie pluć w brodę).

Ale do rzeczy: „Mice and Mystic: Heart of Glorm” to pierwsze rozszerzenie do kooperacyjnej gry planszowej o dzielnych, choć niezbyt rozgarniętych, gryzoniach, które stają naprzeciw złej królowej Venestry i ratują ojczyznę przed zagładą. Nie, to nie jest spoiler, poważnie ktoś naprawdę spodziewał się smutnego zakończenia w grze dla dzieci? Zapłakałyby się wtedy nad planszą i roztopiły cały ser…

Zawartość pudełka

Pod prześliczną okładką – „Mice and Mystic” całe jest bowiem podstępnie piękne – skrywa się solidna dawka powietrza… i kilka elementów. Pudełko do planszówki wygląda bowiem jak książka z baśniami, szkoda tylko, że nie bardzo było czym je wypełnić. O ile na półce prezentuje się doskonale, o tyle całą zawartość bez problemu wrzucimy do podstawki. I jeszcze zostanie sporo miejsca.

Sprawiedliwie należałoby chyba mówić o mini-rozszerzeniu, gdyby nie dodatkowa księga przygód. Ta pozwala nam jeszcze raz dać porwać się opowieści i jeśli Wasza przygoda skończyła się na podstawce (bo ileż można rozgrywać ten sam scenariusz?) to „Heart of Glorm” skutecznie grę reanimuje. Książe Collin powraca, a wraz z nim jego drużyna śmiałków, by ponownie stawić czoła złu – przebiegłemu, zmutowanemu Świetlikowi. Cała zabawa wydłuży się zaś o kolejne sześć rozdziałów, które nie ustępują, a nawet miejscami przewyższają, jakością te znane z wersji podstawowej.

Przejdźmy jednak do drobnych elementów, czyli takich, które planszówkowi nałogowiczę lubią pakować najbardziej:

image

Dodatek zawiera dokładnie dwie figurki. Tytułowego antagonistę – Glorma i kolejną mysz – czyli szamankę Neré. Żeńska bohatera może stanowić magiczną konkurencję dla wysłużonego Maginosa, zwłaszcza, że dysponuje specjalną mocą przyzywania ślimaków (ale modeli tychże już nie uraczycie. Ej, to przecież gra dla dzieci, użyjcie wyyyobraźni!). Chociaż przyznaję, że wszystkie ślimaczki są fajne, zabawne i fabularnie jak najbardziej wskazane.

Poza tym otrzymujemy dodatkowe znaczniki sera, nowy znacznik stanów – tym razem myszy mogą „płonąć” (to dalej gra dla dzieci – pamiętajcie! Myszy stają w ogniu zupełnie nieszkodliwe), dwa nowe „osiągnięcia”, 9 kart umiejętności, 13 znalezisk, 13 inicjatywy (dawno nie pokonaliście żadnego szczura, co?) i kilkanaście różnych żetonów, w tym zabawnych ślimaków. Nie ma co narzekać na jakość wykonania. Zawsze też rozbudowują nam jakoś grę podstawową.

Setup

Pod względem rozstawiania, nic się nie zmieniło, bo praktycznie wszystkie elementy stanowią jedynie uzupełnienie podstawki. Nie otrzymaliśmy nowych plansz, nie ma zmian w mechanice, więc gdy już wszystkie karty wrzucicie do odpowiednich talii, a żetony na stosy, to dalej wykonujemy krok po kroku podle instrukcji. Czyli po staremu.

Rozgrywka

Jeśli kochaliście „Mice and Mystics” – mam dla Was dobrą wiadomość. Absolutnie nic nie uległo zmianom z tej grze! Dalej wypełniamy cele odmienne dla każdego scenariusza, zaś przygodę przerywają od czasu do czasu narracyjne wstawki.

Jak wspominałam wcześniej, zadaniem Neré jest odesłanie Maginosa na zasłużoną emeryturę, dlatego w tym dodatku, bardzo często to ona będzie obowiązkowym towarzyszem drużyny, czy nam się to podoba czy nie. (Za wyjątkiem rozdziału III, tam obowiązkowy jest Maginos, chyba tylko po to, żebyśmy o nim nie zapomnieli albo ktoś miał dla staruszka litościwe serce oraz IV – gdzie Maginos może, choć nie musi uczestniczyć w przygodzie).

Co ciekawe, według nowych zasad z instrukcji, Neré może być wybierana do drużyny także podczas rozgrywania innych Storybooków „Mice and Mystics” poza „Heart of Glorm”, choć nie widzę dla takiej decyzji fabularnego usprawiedliwienia w przypadku podstawki… Jeśli nie macie manii natręctw – jak ja – raczej nie powinno Wam przeszkadzać, że Neré nie było przecież wtedy w okolicy. W przeciwnym wypadku raczej się myszką-szamanką nie nacieszycie.

Nowe umiejętności ponownie mają bardzo klimatyczne nazwy i przeznaczone są przeważnie dla „magów”, co pozwala na zwiększenie ich funkcji w drużynie oraz poszerza wachlarz dostępnych strategii. Tak, nie przesłyszeliście się, „Haert of Glorm” jest zdecydowanie trudniejsza od podstawki. Co jest chyba największą zaletą tegoż rozszerzenia, ponieważ rodzice też potrzebowali nieco wyzwań, nawet jeśli ich pociechy szalały wcześniej z radości. Teraz można się wspólnie bawić… i jednocześnie pogłówkować! Jeeej! Nie spodziewajcie się jednak jakiegoś wyśrubowanego poziomu trudności, bo wciąż mówimy o planszówce rodzinnej i nie chodzi o to, by ktoś odchodził ze stołu sfrustrowany.

Poprzednio narzekałam na brak różnorodnych przeciwników. Dlatego w tym dodatku… postanowiono dać więcej szczurów. Najwidoczniej twórcy gry wychodzą z założenia, że w głębi serca każdy z nas marzy o zawodowym zajmowaniu się deratyzacją. Albo grupą testową byli przedstawiciele tak sprofilowanych firmy. Pytanie tylko czy z rozpędu nie oberwało się żadnej myszy. Skulker rats, mindeless rats (zachowujące się jak zombie, bo lubią sobie pobiegać nawet martwe), frenzied crawler, lurker, caustic roaches (strzelające trucizną) – stanowią zestaw „nowych”, choć „starych” przeciwników, bo używają dokładnie tych samych figurek co reszta szczurów i karaluchów.

Na uwagę zasługuję z kolei mini-mechanizm łamigłówki, o których nie chcę opowiadać zbyt wiele, żeby nie popsuć Wam niespodzianki z fabuły. Powiem tylko, że mieszanie i układanie składników, było bardzo dobrym pomysłem twórców, zwłaszcza, że znowu wnosi do gry jakieś wyzwanie. Nie jest to jednakże poziom zagadek porównywalny do łamigłówek logicznych (obecnych chociażby w „Posiadłości Szaleństwa”), ale zawsze coś.

Podsumowanie

Czyli jak? Kupować? Sercem tego dodatku jest książeczka, która w doskonały sposób zastępuje kampanię z gry podstawowej. Reszta elementów… to w zasadzie zapychacze, które smutnie obijają się po pudełku i które zmieniają tak niewiele, a kosztują przy tym tak dużo, że nie tylko serce malutkiej myszki zadrży trwożenie. No ale prawdziwego miłośnika „Mice and Mystics” nic nie powstrzyma. Jeśli zatem należycie do myszomaniaków, to przygoda z mrocznym świetlikiem zrekompensuje Wam dość rozczarowujące elementy dodatkowe. Jeśli nie, to chyba lepiej już kupić jakiś bardziej wartościowy dodatek.

Plusy:

+ Znacznie ciekawsza fabuła,

+ Nowa mysz jest magiem,

+ Nowe stany, osiągnięcia i zagadki logiczne.

Minusy:

– Brak nowych przeciwników,

– Niby wszystkiego po troszeczku, ale jednak mało…

Sharing

Facebooktwittergoogle_plusredditpinteresttumblr

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*