Recenzja 15#: What’s Up? (No co tam?)

Większość ptaków nie lubi samotniczego trybu życia (prawie jak planszówkowicze!). Te towarzyskie zwierzęta uwielbiają skupiać się w hałaśliwe, ogromne stada, które wydzierają dzioby za moim oknem, gdy tylko pierwsze promienie słońca wychylą się zza horyzontu. Ale to także stworzenia wyjątkowo ciekawskie i inteligentne. Trudno więc mieć do nich pretensje, że czasami chcą sobie po prostu od serducha pogadać i powymieniać ptasimi nowinkami.

Tym sposobem na moim blogu zagościła właśnie druga recenzja micro gry wydawnictwa Strawberry Studio: autorstwa Dennisa Kirpsa i Jean-Claude’a Pellina, a zilustrowana ponownie przez Magdę Markowską – czyli pograjmy w What’s Up!.

Zawartość

Podobnie jak w przypadku “3 Wishes”, tak i tym razem otrzymujemy bardzo kompaktowe pudełko, pod którego wieczkiem skrywają się: instrukcja i 30 dwustronnych kart. Na każdej z nich znajdziemy od 1 do 3 ptaków w kolorach: żółty, fioletowy, zielony i czerwony. I tyle. Tym razem bez znaczników, czy kart pomocy dla graczy. Nie są zresztą do rozgrywki potrzebne.

Osobiście najbardziej lubię projekt “zielonego”, ale jeśli jesteście ciekawi jak wyglądały wstępne ilustracje, to możecie porównać efekt końcowy z tym zupełnie pierwszym szkicem, który podwędziłam bezwstydnie Magdzie z jej instagrama:

(Żartuję, oczywiście, kradzież odbyła się w świetle prawa i za przyzwoleniem poszkodowanego).

Przygotowanie – czyli czy mój stół to pomieści?

Tasujemy karty i tworzymy z nich losowy kwadrat o wymiarach 5×6. Koniec.

(Dokładnie tyle miejsca potrzeba – na wszystkie karty!)

…Prawda, że to najkrótsze przygotowanie do gry jakie kiedykolwiek zdarzyło mi się tutaj napisać? No to może dodajmy coś o wymaganej przestrzeni – bo wyjątkowo w tej microgrze potrzebujecie nieco miejsca, aby wszystkie karty się bez trudu pomieściły. W kawiarni raczej nie pogramy, bo nie będzie zbyt komfortowo, ale już na kocyku, w podróży jak najbardziej. Samo rozłożenie zajmuje nie więcej niż 1 minutę.

Rozgrywka

Aby wygrać w “What’s Up” musimy zebrać uzależnioną od liczby graczy ilość setów. Za set uznajemy karty jednego koloru, z ptakami w ilościach 1 >> 2 >> 3. Zwycięzcą zostaje, oczywiście, osoba, która jako pierwsza osiągnie ten cel.

W trakcie swojej tury zawsze dobieramy jedną z kart ze stołu, odwracamy ją na drugą stronę i sprawdzamy czy pasuje nam do setu. Jeśli jest to pojedynczy ptak, możemy położyć go w swojej strefie gracza i rozpocząć zbieranie tego koloru. Jeśli są to jednak 2 albo 3 ptaki musimy odłożyć kartę na stół (teraz już odwróconą!), chyba że mamy kartę tego samego koloru z poprzedzającą/mniejszą ilością ptaków, np. mieliśmy już 1 czerwonego, więc możemy dołożyć 2 czerwone, a potem 3 czerwone, aby zakończyć set.

Gra posiada zatem bardzo uproszczony mechanizm memory – próbujemy zapamiętać, gdzie i co leżało przed odwróceniem, ale też nie wybieramy nigdy zupełnie w ciemno. Wszystkie karty są bowiem zbudowane w ten sam sposób: na rewersie danej karty zawsze znajduje się albo taka sama ilość ptaków, albo różna ilość ptaków – ale w identycznym kolorze co na awarsie. Dla przykładu 1 zielony, oznacza że na odwrocie są albo 2 lub 3 zielone ptaki, albo 1 czerwony, żółty lub fioletowy ptak.

Ta bardzo prosta i intuicyjna mechanika powinna spodobać się zwłaszcza dzieciom. Sporo zabawy daje zapominanie, odwracanie czy odbieranie komuś wypatrzonego koloru, gdy był już o włos przed ukończeniem setu. Co zaś się tyczy dorosłych, to nie liczcie na duże wyzwanie intelektualne, ale raczej na rozgrywkę w stylu “Pędzących Żółwi”. Czyli dużo śmiechu, świadomość postępującej sklerozy i niewielka ilość nieszkodliwej rywalizacji w trakcie podkradania sobie kart.

Podsumowanie

Jeśli macie już dość poczciwych “Żółwi” i uważacie, że zasłużyły wreszcie na odpoczynek – to przesiadka na grę o ptaszkach jest jak najbardziej wskazana. W odróżnieniu od tego konkurencyjnego tytułu, “What’s Up” znacznie łatwiej się transportuje, po drugie – ma bardzo ładną oprawę graficzną, a po trzecie – jest tak prosta, że dzieciaki mogą grać w nią same z przyjaciółmi. Innymi słowy, to bardzo dobry tytuł na edukowanie przyszłych, młodocianych  planszówkowiczów.

Dorośli nie powinni mieć jednak złudzeń: jeśli lubicie mirco gry, to pewnie trochę się przy niej pośmiejecie, ale jeśli czujecie się już za starzy na memory, to dołączcie ją do kolekcji jako kolorowego fillera pomiędzy prawdziwą grą. Niewątpliwą zaletą “What’s Up” jest jej kompaktowość i kompletna uniwersalność językowa. Nie ma więc znaczenia w jakim gronie się znajdziemy, bo bariera językowa nigdy nie będzie przeszkodą. Dla niektórych może jednak okazać się zbyt prosta.

Plusy:

  • Zmusza do wysiłku szare komórki (albo pamiętamy, albo dedukujemy);
  • Dzieci mogą grać w nią samodzielnie;
  • Urocze ilustracje z kolorowymi ptakami.

Minusy:

  • Nie dla wrogów mechaniki “memory”;

Za egzemplarz gry, który posłużył do napisania tej recenzji dziękuję Strawberry Studio.

Sharing

Facebooktwittergoogle_plusredditpinteresttumblr

3 Komentarze

  1. Powyższa recenzja była niezwykle pomocna przy moich decyzjach zakupowych. Obserwuję Cię od pewnego czasu i lubię to, co robisz. Tak trzymaj! Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!

    • Dziękuję bardzo za ciepłe słowa! Nic tak bardzo nie motywuje do dalszej pracy, jak świadomość, że komuś moje recenzje mogą się przydać 🙂 Również pozdrawiam i życzę w przyszłości wielu udanych zakupów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*