Recenzja 21#: Chaos w Starym Świecie

Zazwyczaj, kiedy mam taką możliwość, staram się w grach być po tej „dobrej” stronie barykady. W końcu prawdziwy świat bywa na tyle przygnębiający, że miło dla odmiany pobawić się od czasu do czasu w jego wyidealizowaną wersje. Mam jednak słabość do antagonistów – zwłaszcza tych literackich, którzy zdecydowanie potrzebują więcej miłości, bo autorzy często traktują własne twory bardzo po macoszemu. Nie nadają im żadnej osobowości, interesującej motywacji i w ogóle wydają się w fabule jakoś tak wciśnięci na siłę…

Choć bycie „tym złym” nie jest w przypadku gier planszowych jakoś szczególnie oryginalne, to jednak nawet w tej tematyce trafiają się jakieś perełki. A ponieważ tytuł ten jest dość kontrowersyjny – przed jednych kochany, przez innych nienawidzony, to postanowiłam dodać od siebie parę groszy.

Tym razem bowiem nie tylko przypadnie nam rola tradycyjnych antagonistów. Co to, to nie! Żaden marny tytuł lordowski nas nie zadowoli, żadna wieża na zadupiu, ani oddział sługusów. Siadając przy planszy od „Chaosu w Starym Świecie” staniemy się samymi bogami zniszczenia. A ile przy tym będzie zabawy – dowiecie się z poniższego opisu!

Zawartość pudełka

Jeśli interesujecie się grami – mało prawdopodobne, abyście nie słyszeli o Warhammarze. Jeśli jednak z jakiegoś powodu te uniwersum jest Wam zupełnie obce dodam tylko, w ramach krótkiego wprowadzenia, że to jeden z najpopularniejszych systemów RPG i światów dark fantasy, gdzie okrutni bogowie walczą o władze w czymś w rodzaju średniowieczno-renesansowej Europy. W planszówce nie mogło zabraknąć więc ich wyznawców i armii. Tym sposobem gracz ma do wyboru jedną z najważniejszych Potęg warhammerowego panteonu: Khorne’a, Boga Krwi i Pan Czaszek, Nurgle’a, Pana Zarazy i Mistrza Plagi, Tzeentcha, Władcę Losu, intryg i kłamstwa oraz Slaanesha, Ksiącia Bólu oraz Pana Pożądania.

(Powyższy obrazek to zaledwie garstka elementów z gry, które przestały mi się mieścić w kadrze… Ale ogólne wyobrażenie już macie.)

A na całą zawartość pudełka składają się: instrukcja, plansza, 4 wskaźniki Zagrożenia, 4 zestawy plastikowych łączników, 4 arkusze Potęg, 4 znaczniki Mocy, 4 znaczniki Punktów Zwycięstwa, 16 żetonów postępu Zagrożenia, 116 żetonów Zepsucia, 6 żetonów Wydarzeń, 4 żetony Bohaterów, 6 żetonów Szlachty, 20 żetonów Chłopów, 6 żetonów Skavenów, 14 żetonów Spaczenia, 96 kart Chaosu, 20 kart Ulepszeń, 5 kart Spustoszenia, 28 kart Starego Świata, 5 kości, 1 Krwiopijec Khorna, 6 Krwiopuszczy, 4 Zaprzysiężonych Krwi, 1 Wielki Nieczysty, 5 Siewców zarazy, 6 Trędowatych, 1 Pan Przemian, 3 Horrory, 8 Akolitów, 1 Strażnik Tajemnic, 3 Demonice i 6 Kusicieli.

Czyli od groma elementów i ładnych, choć trochę delikatnych, figurek – dlatego należy postępować z nimi ostrożnie.

Rozgrywka

„Chaos w Starym Świecie” został przeznaczony dla czterech graczy i szczerze powiedziawszy w pełnym składzie planszówka sprawdza się najlepiej. Ilość graczy jest bowiem istotna w naprawdę wielu różnych aspektach mechaniki: np. począwszy od kolejności tur, rozpatrywania akcji, miejsca jakie zajmiemy przy stole itd. Wśród Bogów Chaosu panuje bowiem paradoksalnie pewien z góry ustalony… no, porządek. Tym sposobem przeważnie pierwszeństwo zawsze ma Khorne, potem Nurgle i tak dalej, i dalej… Im większy celebryta, tym więcej mu przysługuje. Ale, oczywiście, nie dotyczy to wszystkiego – więc nie ma potrzeby się przedwcześnie zrażać (zarażać jak najbardziej – zwłaszcza, jeśli gramy Nurglem). W końcu mamy do czynienia ze strategią. 😉

(Hej ho, hej ho, spustoszyć by się szło!)

Głównym celem Bogów Chaosu jest spustoszenie obszarów, które reprezentują różne znane rejony Starego Świata. Każdy z nich ma inny wskaźnik Oporu i Wartości Regionu, mogą więc zapewnić inną ilość Punktów Zwycięstwa. Wygrać w „Chaos…” można bowiem na kilka sposobów: gdy jeden z Bogów osiągnie maksymalny wskaźnik zagrożenia (trochę jakby wyexpił swojego Boga na max.), jeśli jeden z Bogów osiągnie 50 PZ lub jeśli zostało całkowicie spustoszonych pięć regionów (wówczas wygrywa osoba z największą ilością PZ). Oczywiście, wszyscy mogą przegrać, jeśli w talii Starego Świata (= takiej talii niefajnych wydarzeń) nie ma już kart do dobrania – to znaczy, że mieszkańcy się obronili, a bogowie mogą pakować walizki i spadać do domu.

(Obrotowe diale dają zawsze dużo radości…)

Sama rozgrywka składa się z kilku faz:
1. Faza Starego Świata – gdzie rozpatrujemy efekt jednej z paskudnych kart reprezentującej działania obronne regionów i bohaterów np. powstanie chłopów, przybycie krucjaty, mobilizacje szlachty itd.
2. Faza Dobierania – gdzie uzupełniamy karty na ręce. Każdy z bogów dysponuje bowiem unikalną dla siebie talią z różnymi efektami. Pozwala to nam lepiej „wczuć się” w daną Potęgę i opracować po nią konkretną strategie. Każdym z Bogów gra się przy tym zupełnie inaczej i jest się nastawionym na inne zdobywanie PZ.
3. Faza Przyzywania – czyli najbardziej wyczekiwane przez wszystkich graczy rozstawianie figurek lub zagrywanie wspomnianych wcześniej kart. W tym celu korzysta się ze zgromadzonych Punktów Mocy – którymi „płaci się” za konkretne akcje.
4. Faza Walki – która następuje nader często, bo mimo że bogowie ruszają na imprezę wspólnie, to jest to bardzo kłótliwa zgraja. Na dodatek dla Khrone’a to dodatkowo szansa zdobywania PZ. W celu rozpatrzenia każdej walki używa się kości i nie jest ona jakoś imponująco mechanicznie różna od całej reszty planszówek, gdzie o wszystkim decyduje suma siły naszych figurek = pula kości, którą rzucamy. Wyniki 4, 5 i 6 oznaczają obrażenie. Oczywiście, każda figurka ma inną odporność, może się więc okazać, że potężniejsze potwory nie padną od razu po jednym ciosie.
5. Faza Zepsucia – ta faza dzieli się na dwa kroki, ale w wielkim skrócie: to już fizyczne plugawienie regionów, w zależności od tego czy posiadamy tam swoje jednostki (kultystów). Postępujące spustoszenie oznacza się żetonami w kolorze każdego boga. Spustoszone regiony zapewnią pokaźne ilości punktów zwycięstwa w zależności od tego jak bardzo duży w zniszczeniu był nasz wkład.
6. Faza Końcowa – to trochę etap porządkowy, a trochę rozwoju. Z jednej strony bowiem sprzątamy plansze i rozpatrujemy wszystkie pozostałe efekty, które nie dotyczyły innych faz, przyznajemy punkty PZ, a na koniec zwiększamy postęp zagrożenia na obrotowych wskaźnikach przypisanych do bogów.

Podsumowanie

O mechanice tej gry można by pisać jeszcze wiele. Jego szybka, ale jednocześnie zapewnia cała masę różnych opcji. Tak krótka recenzja nie oddaje jej więc pełnej sprawiedliwości. Chociaż nie przepadam za samym Warhammerem, to muszę przyznać, że planszówka wyszła nader zgrabnie. Bo to kawał dobrej strategii z ciekawą narracją w tle. Naprawdę wiele się na planszy dzieje, każdy Bóg jest różny i wymaga innego podejścia, a całość okraszono bardzo ładną oprawą graficzną.

(- Dzień dobry, miły człowieku! Jesteśmy tutaj przejazdem. Czy wskażesz nam drogę do Imperium?)

Oczywistym minusem jest słaby balans. W moim odczuciu ta gra sprawdza się najlepiej na 5 graczy (czyli dopiero z dodatkiem), ale w 4 też daje radę. Kiedy jednak nie mamy kompletu… to już robi się mniej ciekawie. Na dodatek czasami zdobywamy śmieszne ilości punktów zwycięstwa przez zwykły „szczęśliwy los”. Mankamentem może być też instrukcja, która nie rozwiewa wszystkich wątpliwości i zmusza nas do częstego przeszukiwania Internetu po jakiś FAQ. Oraz, już czysto technicznie, kruchość samych figurek. (Niech podniesie rękę ten, komu się kultyści nie „przekrzywili”…).

Ale nawet po tylu latach od premiery, to wciąż bardzo dobry tytuł. Warty ogrania i przekonania się, że bycie złym bogiem to fajny sposób na spędzenie weekendu, a możliwość dokopania tym wszystkim bohaterom, szlachciurom, a niekiedy innym Potęgom potrafi przynieść wiele satysfakcji.

Zalety:
+ Tematyka i mechanika dobrze się uzupełniają
+ Bardzo ładna oprawa wizualna
+ Wiele sposobów na odniesienie zwycięstwa
+ Każdy bóg wymaga innej strategii grania

Wady:
– Bardzo delikatne figurki
– Instrukcja nie wyjaśnia wielu problemów mechanicznych
– Nastawiona wyraźnie na komplet 4 graczy.

Sharing

Facebooktwittergoogle_plusredditpinteresttumblr

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*