Recenzja aplikacji 11#: Colt Express

Zazwyczaj na blogu staram się recenzować tylko ładne gry. Było jednak w tej planszówce coś, co przyciągnęło moją uwagę ,mimo zastrzeżeń do strony graficznej. Chodziło o trójwymiarowy, fajny pociąg! I chociaż nigdy nie skusiłam się na zakup planszówkowej wersji (ilustracje były jednak ciut za brzydkie, bym nie zawahała się dodać tego tytułu do swojej kolekcji) – to zawsze jednak chciałam się dowiedzieć: jak w to się gra? Czyli bajerancki gadżet zrobił swoje. W moim wypadku skończyło się jednak na zakupie tylko cyfrowej wersji.

Gdybyście więc chcieli poznać parę moich przemyśleń na temat „Colt Express” – zapraszam do zajmowania miejsc, bo wkrótce pociąg wyrusza w drogę!

Zawartość i Setup

Tym razem, bez zbytniego szaleństwa, zaproponowano nam zabawę w dwóch trybach: potyczki on-line z innymi graczami/AI albo tryb story, gdzie możemy poznać historie każdego z bohaterów za sprawą komiksów. O ile o zasadach dla trybu multiplayer nie ma co się rozpisywać, o tyle o trybie story warto powiedzieć chociaż trochę. Każdy z bohaterów otrzymał 5 rozdziałów dedykowanej dla siebie fabuły. Mają one różne poziomy trudności i przeważnie wymagają od nas wykonania jakiegoś zadania np. dotarcia do konkretnego wagonu przed upływem 3 tury itd. Za każdy zakończony z sukcesem rozdział otrzymujemy jedną stronę komiksu, a także jakieś dodatki do trybu multiplayer np. nowe mapy. Jest to więc miły dodatek, chociaż niektóre scenariusze wydawały mi się nie do przejścia i nie jestem przekonana czy były dobrze testowane…

Co do grania on-line, chociaż „Colt Express” nie powala popularnością, to jednak zawsze udało mi się dołączyć do jakiej partii. Obawiałam się, że będzie to niewykonalne na podstawie ogromnej ilości komentarzy na steamie, że po prostu „nikt w to już nie gra”. Albo więc miałam wyjątkowe szczęście, albo wcale nie jest tak źle.

Rozgrywka

Podstawowa gra w „Colt Express” składa się z pięciu rund. W każdej z nich będziemy „programować” nasze akcje przy pomocy kart („faza planowania”). Czasami będzie to tylko jedna akcja na turę, niekiedy dwie w turze, innym razem będziemy kładli karty zakryte, to znowu jawnie dla wszystkich graczy. Warunki te są zmienne dla każdej rundy. W trakcie swojej tury możemy zatem: przemieścić się o 1 wagon lub max. 3 dachy – jeśli znajdujemy się na górze pociągu, strzelić do przeciwników (mamy 6 kart pocisków), podnieść łup, przemieścić szeryfa w wybranym kierunku o 1 pole, uderzyć przeciwnika (czyli odrzucić go i zmusić do upuszczenia niesionych łupów), zmienić poziom (wejść na dach lub zejść na dół pociągu) lub po prostu dobrać 3 karty z talii na rękę.

(Tak, niestety, wygląda grafika na najwyższych ustawieniach…)

Akcje są rozpatrywane dopiero na koniec, czyli po ustawieniu całego „programu” przez wszystkich graczy (faza „napadu”). Może się więc okazać, że przez zwykłe zagapienie lub niekontrolowanie decyzji przeciwników, robimy w danej turze coś ekstremalnie głupiego np. bijemy się z powietrzem. Czasu na dokonanie udanego rabunku jest przy tym naprawdę niewiele. Można więc łatwo i szybko zmarnować swoją szansę na wygraną.

No właśnie… ale po co właściwie biegamy po tym pociągu? Ponieważ gramy prawdziwymi bandziorami! I to takimi z Dzikiego Zachodu. Celem gry jest oczywiście zdobycie największej ilości bogactw. Każdy łup posiada inną wartość – stąd najcenniejsza jest znajdująca się na samym przedzie walizka (1000$), potem klejnoty (500$), a na koniec zwykłe worki z pieniędzmi (250-500$). Dodatkowe punkty na koniec gry zyska osoba, która w trakcie wszystkich rund postrzeliła największą ilość osób – czyli brała najczynniejszy udział w walce.

Pojedynki są przy tym w „Colt Express” bardzo proste. Jeśli ktoś znajduje się w naszej linii strzału przy rozpatrywaniu akcji walki, wręczamy mu nasza kartę pocisku, co jest sposobem na „zapychanie” jego talii bezużytecznymi kartami, ograniczającymi w przyszłości jego pule akcji do wyboru. Nieoczekiwane spotkanie z Szeryfem, który pilnuje wagoników, również kończy się dla postaci otrzymaniem neutralnej karty pocisku i ucieczką na dach pociągu. A chociaż postaci nie umierają, to przez nieuważne podjęte decyzje, może się okazać, że już niewiele zrobimy z bezużyteczną talią. Na dodatek warto jeszcze pamiętać, że bohaterowie zasłaniają sobie wzajemnie widok i tylko Tuco potrafi strzelać przez dach wagoniku. Nie zawsze więc mamy możliwość zaatakowania tego gracza, którego chcieliśmy.

Każda z postaci ma przy inną umiejętność specjalną, własną talie opatrzoną kolorem i paskudną ilustracje. Bohaterowie to oczywiście chodzące stereotypy. Z czego zastanawiające było dla mnie zwłaszcza podejście do postaci kobiecych. Obie Panie w swoich historiach czuły ogromną potrzebę powtarzania, że są kobietami wyzwolonymi, niezależnymi i równie zaradnymi jak mężczyźni. Rozumiem, że autorzy nie mieli żadnego pomysłu co w zasadzie robią w fabułę, o ciekawej motywacji nawet nie wspominając. Uczepili się więc jednego wątku, by nikt im nie zarzucił, że olali sprawę. Doskonała decyzja, jak widać. Nie wiem czy dało się ten temat gorzej zrealizować.

(W kwestii samych umiejętności postaci warto dodać, że poznałam je dopiero z papierowej instrukcji. Nie mam zielonego pojęcia, gdzie ich opis znajduje się w aplikacji. Możliwe, że ogarnęła mnie ślepota, albo naprawdę są tak skrzętnie ukryte lub ich po prostu nie ma. W każdym razie, gdy już odpuściłam sobie szukanie, sięgnęłam po prostu po wersje pdf).

Podsumowanie

(Nieee… zdecydowanie nie będę grała w to na tyle często, by odblokować cokolwiek z listy bonusów…).

„Colt Express” w wersji na steama to przyjemna, dynamiczna gra – zwłaszcza do testowania z rodziną. Trwa króciutko, jej zasady są banalne i rzeczywiście jest przy programowaniu akcji sporo śmiechu. Jeśli ktoś więc lubi ten mechanizm, zapewne będzie się dzięki tej prostej gierce bawił świetnie. Nie jest to jednak apka, do której szybko wrócę. A już z pewnością nie będzie mi się chciało kończyć wszystkich historii, które chociaż posiadają komiksy, to prezentują się dość miernie. Jest bowiem w tym wszystkim nieco za dużo chaosu. Może być przyjemnie – jeśli bawimy się w gronie znajomych, ale już w potyczkach z AI nie znajduje nic interesującego. Zwłaszcza, że inteligencja przeciwnika pozostawia wtedy sporo do życzenia.

Druga sprawa to rozdzielność gry. Niestety, gra ewidentnie została przewidziana tylko do odpalania w oknie. Inaczej mamy czarne paski po bokach ekranu, bo brakuje sensownych opcji do ustawienia. Zwykle przeoczenie czy niedbalstwo? W każdym razie nie wygląda to dobrze. Co nie pomaga dodatkowo, bo „Colt Express” za piękny nie jest…

Sądząc po czasie trwania – mogę podejrzewać, że oryginalny „Colt Express” – też jest raczej fillerem pomiędzy poważniejszymi tytułami. I gdyby nie ta zniechęcająca oprawa graficzna, na pewno polecałabym go do grania zwłaszcza z młodszymi graczami. Widać bowiem w tym tytule spory potencjał. A i tematyka potrafi przypaść do gustu. No bo powiedzmy sobie szczerze… cokolwiek myślę o grze, ten pociąg dalej wygląda na stole bardzo fajnie!

Plusy:

+ Bardzo szybka i intuicyjna rozgrywka.

+ Nietypowy klimat (napad na pociąg, jeee!).

+ Ciekawy tryb story z dodatkowymi komiksami.

Minusy:

– Brzydka oprawa graficzna i tryb okienkowy.

– AI podejmuje losowe, dziwne decyzje…

– Wyraźne przeznaczona do grania ze znajomymi/rodziną.

Sharing

Facebooktwittergoogle_plusredditpinteresttumblr

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*